Kolter Drift Open 2009 - RELACJA
Tor w Wyrazowie koło Częstochowy nazywany jest czasem żartobliwie polskim Ebisu. Może i to żart, ale chyba jednak coś w tym jest. 23 sierpnia odbyła się tam kolejna już impreza driftingowa – Kolter Drift Open. Niedawno miejsce miał BMW Drift Day, skierowany do właścicieli bawarek, tym razem na torze pojawiły się auta różnych marek. Zapraszamy na relację z imprezy.
Niedziela 23 sierpnia to dzień zawodów, w których walczyć miało Top 32, czyli 32 najlepszych drifterów wybranych podczas sobotnich kwalifikacji. Na wstępnej liście było ponad 50 zawodników w autach różnych marek. Do grona najlepszych udało się zakwalifikować kierowcom Nissanów, BMW i jednemu walecznemu Michałowi OBEBO Przybylskiemu jadącemu Mercedesem 190. Najlepszy okazał się znany jako „Ogień” - Wojciech Łubkowski w BMW e36 z pięciolitrowym silnikiem V8, drugi był Bartosz BRT Stolarski w Nissanie 200SX S14A, trzeci wynik osiągnął Kornel Prus również w S14A.
Sobotnie zawody nie zapowiadały się dobrze dla kibiców, którzy jechali do Wyrazowa z dalszych stron. Wyjeżdżając rano szyby samochodu mniej lub bardziej pokropił deszcz i zapowiadało się stanie na mokrej trawie. Jednak Wyrazów to miejsce magiczne i po dotarciu tam wszystkich przywitało piękne słońce. Zawody miały zacząć się około godziny piętnastej, jednak już wcześniej było na co popatrzeć, bo od rana kierowcy robili show na torze, trenując i wożąc pasażerów na zasadzie Drift Taxi. Za 50 zł. każdy chętny mógł się przejechać z wybranym przez siebie drifterem. Jedni szukali 400 konnych potworów, inni patrzyli na ładne nadwozie, ale nie da się ukryć, że każdy kto wysiadał z samochodu mającego nawet tylko nieco ponad 200 koni był na maksa uśmiechnięty i miał miękkie nogi:) O to właśnie chodziło!

Podczas całej imprezy można było nie tylko patrzeć na samochody, ale także zwiedzić stoiska sponsorów, między innymi TOYO, Kolter, poobserwować popisy RC-Drifterów, a także zjeść coś ciepłego. Impreza miała niesamowity klimat, niespotykany na innych tego typu eventach w całej Polsce. Ustawienie trasy i strefy dla kibiców powodowało, że widzowie byli praktycznie kilka metrów od pędzących maszyn, lub podziwiali wszystko z góry – siedząc na wałach. Sędziowaniem zajmował się Mistrz Polski 2008 – Bartłomiej Owczarek, a każdą swoją decyzję mógł poprzeć nagraniem z kamery, ponieważ wszystko było rejestrowane. Ponadto poziom sędziowania podniesiony był… O co najmniej 10 metrów, gdyż Bartek miał do swojej dyspozycji specjalny wysięgnik, z którego oceniał każdy przejazd.
Komentowaniem całych zawodów i wprowadzaniem ogólnego słownego zamieszania trudnili się nie po raz pierwszy dwaj panowie – Ping i Butch. Ich głównymi atutami jest to, że sami nie raz stawali do walki w drifcie i to, że obaj mają ogromne poczucie humoru. Dlatego też byli w stanie tłumaczyć zgromadzonej publiczności decyzję sędziego, a przy okazji co chwilę rzucali niewybredne dowcipy. Może chwilami zbyt długo ciągnęli niektóre tematy, ale ogólnie jak to się mówi „dawali radę”;)
Najwięcej kontrowersji budziły jednak kryteria oceniania. Sędzia jak już wspomniałem doskonale wszystko widział i w razie potrzeby mógł wspomóc się nagraniem wideo, lecz mimo to niektórzy nie do końca zgadzali się z ocenami. Wszystko dlatego, że przede wszystkim wprowadzono jeden element podobny do amerykańskiej ligi Formula D. Spory wpływ na ocenę miał bowiem sposób przejechania ostatniego zakrętu. Na jego zewnętrznej stronie ustawiono ścianę z dużych a zarazem lekkich kostek wypełnionych watą szklaną. Drifterzy mieli okazję zapunktować jadąc jak najbliżej tej ściany, a najlepiej kilka centymetrów od niej, prawie dotykając jej tyłem samochodu. Wszystko zostało powiedziane na briefingu, jednak podczas zawodów niektórzy nie zgadzali się ze swoją punktacją. Często tłumaczono się tym, że np. w początkowej części trasy jechali lepiej od przeciwnika, lecz według przedstawionych kryteriów nie liczyło się to tak bardzo jak ostatnia faza przejazdu. Czy ten sposób punktowania był dobry czy nie? Nie nam to oceniać, fakt jest jeden. Zdecydowanie podnosiło to widowiskowość przejazdów! Ci kierowcy, którzy pamiętali o tym elemencie i jechali naprawdę „po bandzie”, a czasem nawet efektownie rozrywali ją na strzępy zbierali gromkie owacje od publiczności. Chyba o to w tym wszystkim chodzi prawda? O show i satysfakcję publiczności!

Przejdźmy do ciekawostek które miały miejsce podczas przejazdów Top 32. Jak zawsze na takich zawodach było kilka pojedynków mających przewidywalny wynik, ponieważ starzy wyjadacze walczyli z nowymi zawodnikami. Kilka takich starć zakończyło się jednak niespodzianką. Pierwsze przejazdy finałowe to Łubkowski kontra Płaszczyk. Znany już od dawna Ogień nie miał dużych problemów z objechaniem swoim potwornym e36 dość charakterystycznej pod względem wyglądu e30 z numerem startowym 12. Najpierw 7:3, a potem 6:4 dla Wojtka Łubkowskiego. Kilka przejazdów później miejsce miała sytuacja odwrotna. Maciej Szlemiński znany jako „Keepsake” stanął do walki z
Maciejem Jarkiewiczem. Nissan 200SX S14a kontra BMW e36. Keepsake jest znanym polskim drifterem, jeździ swoim Nissanem już dość długo, pojazd ma na sobie już o ile dobrze pamiętam trzecie barwy bojowe. Drugi Maciek to natomiast kierowca nie tak popularny na naszej scenie driftingowej. Mówiąc szczerze widząc go podczas porannego drift taxi nie robił na mnie porażającego wrażenia… A jednak mi pokazał jak bardzo się myliłem. Przejazdy tej pary Maćków zakończyły się dogrywką, której wynik wymusił kolejną dogrywkę. Kierowca BMW bronił się ostro, a nawet udało mu się wyprzedzić bardziej doświadczonego kolegę! Wszystko stanęło na tym, że Jarkiewicz wygrał, lecz były pewne obiekcje co do wyniku, sędzia tłumaczył swoją decyzję zawodnikom, analizując z nimi przejazdy na kamerze i zdecydowano, że będzie jeszcze jedna dogrywka. Tym razem również BWM pokazało wyższość i przeszło do kolejnego etapu. Następną rozgrywką szokującą kibiców była para Królicki vs. Jankowski. Po pierwsze był to pojedynek dwóch pięknych samochodów. Moim zdaniem S13 Piotra Jankowskiego to obecnie jeden z najładniejszych driftowozów w Polsce. Jego przeciwnikiem był biały Skyline na pomarańczowych felgach, również niesamowicie się prezentujący, a po jego kierowcy można się było spodziewać ostrej walki. Za kierownicą niebieskiego S14 radził on sobie kiedyś bardzo fajnie. Teraz jednak nie zdążył się chyba wjeździć w nowy samochód, a do tego odrobina stresu i w pierwszym przejeździe wyspinował i jak to komentatorzy powiedzieli „spin, no win”. W drugim biegu również ewidentnie lepszy był Jankowski. Wcześniej złamał się do pierwszej nawrotki i przeszedł ją bardzo ł
adnie, wyprzedzając na wyjściu białego Sky’a, który znalazł się częściowo na poboczu. Tym samym Piotr Jankowski w białym Nissanie S13 wygrał dwa razy otrzymując 10:0. Problemów ze zwycięstwem w Top 32 nie miał kolega Królika z drifters.pl - Krzysztof Terej. Pokonał swojego przeciwnika, lecz w Top 16 spotkał się z Szymonem Budzyńskim, który ostatnio jeździ bardzo dobrze i cały czas wspominane są jego doskonałe przejazdy z zawodów za granicą. W pojedynku z Terejem, Szymon wygrał i tym samym wszedł do Top 8. Wśród najlepszej szesnastki ciekawy pojedynek BMW kontra Nissan rozegrał również Tomasz Chwastek pokonując kolegę Habrowskiego w biało czarnym e30. Dwa przejazdy najpierw jeden na korzyść BMW, potem drugi dla Chwastka, następnie dogrywki i dalej przeszedł S14a „dragon skin”.
W Top 8 pozostała już można powiedzieć sama czołówka. Wspomniany przed chwilą Tomek Chwastek musiał zmierzyć się z Kornelem Prusem, który niecały rok temu wygrał w Wyrazowie Japan Drift Attack. Dwa Nissany 200sx S14a stanęły do walki i wygrał… Chwastek! Kolejnym, który z najlepszej ósemki awansował do najlepszej czwórki był Bartosz „BRT” Stolarski. Nikogo to nie dziwiło, ponieważ on i jego fiołkowy Nissan stanowią doskonały duet i BRT nie raz stawał na podium, a w 2007 roku był nawet Mistrzem Polski.
Są więc już dwa Nissany do walki o podium. Do nich dołączyły dwie Beemki. Jedna prowadzona przez Szymona Budzyńskiego, po wygranym pojedynku Top 8 z Piotrem Jankowskim, druga to auto Ognia. Ogień przegrał najpierw z Szymonem Budzyńskim. Potem odrobina dekoncentracji w przejazdach z Chwastkiem i kierowca BMW musiał zadowolić się czwartym miejscem. Pozostały dwa Nissany – Chwastek, Stolarski i jedno BMW Budzyńskiego. Najpierw rozegrała się walka bratobójcza można powiedzieć, bo dwa takie same samochody (Nissany 200sx) musiały rozsądzić pomiędzy sobą kto ma walczyć o pierwsze miejsce. Tę bitwę wygrał Bartosz Stolarski, na trzecim miejscu pozostał największy polski drifter (bo ponad 2 metry wzrostu) Tomek Chwastek.
Bartosz musiał bronić się przed Szymonem w srebrnym BMW. Nie udało się. W pięknym stylu zwyciężył młody Szymon Budzyński i stanął na najwyższym miejscu podium. Na pierwszą trójkę czekały wspaniałe nagrody, między innymi komplet opon Toyo dla zwycięzcy, wiatrówki firmy Kolter i kilka małych gadżetów.

Kilka słów podsumowania. Wysoki poziom zawodników, samochody robiące niesamowite wrażenie, świetna pogoda, ponad trzy tysiące widzów i godne nagrody ufundowane przez sponsorów. Tak właśnie powinna wyglądać impreza mająca słowo „Drift” w nazwie! Minusy? Jeśli już to drobne niedociągnięcia, które zdarzają się zawsze i nie są widoczne z punktu kibica. Było naprawdę świetnie! Zdecydowanie mogę powiedzieć, że była to impreza która miała swój niepowtarzalny klimat i na tak małym torze ciężko będzie zrobić coś lepszego. Chłopaki kiedy robicie następne zawody? Szukacie patrona medialnego?:)
Zapraszamy do naszej galerii z tej imprezy
Tekst/foto: Michał Kwapis











kwiecień 10th, 2010 at 17:30
Janusz Kolasinski…
Ten artykuł jest bardzo dobry….