Nie da się ukryć, że interesują nas auta sportowe. W przypadku Forda, oznaczenie RS oznacza, że mamy do czynienia ze sportowym samochodem z krwi i kości. Szpera, zaawansowane systemy poprawiające prowadzenie, koni mechanicznych, że hoho i jeszcze więcej. A tutaj trafia nam się takie małe RS, lecz tym razem nie spod znaku Forda. Chevrolet Aveo RS. W założeniach producentów chyba miał mieć coś wspólnego ze sportowym autem, no i na klapie pisze RS. Wypada się zainteresować… Evo magazine stwierdza, że ten samochód łamie zasadę iż auto amerykańskie i hot-hatch to pojęcia dość odległe. Zgadzamy się z tym, że jest Ameryka, bo to Chevy. Zgadzamy się, że jest hatch, bo do rozmiarów Camaro jednak sporo mu brakuje. Teraz pytanie czy jest HOT? Silnik ma oznaczenie Ecotec. Pojemność jeden i cztery dziesiąte litra nie rozkłada na łopatki. Moc również specjalnie nikogo nie wgniecie w ziemię, no może trochę wciśnie w fotel, bo będzie to 136 koni mechanicznych, przy jak sądzę niskiej masie, której dokładnej wartości na razie nie znamy. Taka moc z jednostki wolnossącej była by imponująca w serii, jednak tutaj niespełna sto czterdzieści koni jest uzyskiwane za pomocą turbosprężarki. Napęd oczywiście na koła przednie, zapewne nie będzie przekazywany poprzez mechanizm różnicowy o ograniczonym uślizgu, lecz samochód na pewno będzie dość przyjemnie przyspieszał dzięki manualnej sześciostopniowej skrzyni biegów. Pora na kilka słów o wyglądzie. Nie wiem co skłoniło producentów do tego, aby przód wyglądał jak Mitsubishi Evo X, ale nie da się zaprzeczyć, że właśnie tak się on prezentuje. Amerykanie lubią mieć sporą felgę, więc nawet w tym bobasku zastosowali dzięwiętnastocalowe obręcze. Dziewiętnaście cali seryjnie w hatchbacku! Ciekawe co się stanie gdy jakaś amerykańska gwiazda kupi sobie Aveo RS i pojedzie nim do chłopaków z West Coast Customs. W myśl zasady bling bling trzeba będzie założyć coś o kilka cali większego… Wnętrze nabrało odrobinę przestronności, tak jak i cały samochód urósł w stosunku do widywanego obecnie na naszych ulicach Aveo. Będzie bardziej komfortowo, mniej topornie, oczy cieszyć ma wyświetlacz LCD, a ogólną wygodę podróżowania poprawi skórzana tapicerka. Zapowiada się naprawdę fajnie. Ciekawe tylko ile tych aut trafi na rynek amerykański i czy rodowici kowboje pokochają takiego chevy’ego, który jest ledwo widoczny w gąszczu półciężarówek i wielkich krążowników, no i nie spala 25 litrów na setkę… Plany jednak mówią, że nowy Chevrolet na pewno dostępne będzie zarówno w Europie, jak i na rynku amerykańskim, także o wszystkim się przekonamy. Życzymy temu autku jak najlepiej, mimo że hot-hatch niezbyt pasuje do charakterystycznego emblematu spotykanego na modelu Corvette i innych wozach, których pojemność skokowa to owszem 1.4 litra, ale pomnożone co najmniej razy dwa.
Tekst: Michał Kwapis









