Nie lubię tego określenia, ale gdy zobaczyłem to auto, właśnie to określenie przyszło mi na myśl jako pierwsze… „Grubo zrobiona fura!” Auto powala na kolana swoim wyglądem, kolorem, glebą, rozmachem z jakim zostało przygotowane! No i zmyłka. Co to za samochód? Jasne, że BMW, nie wiadomo jakie, ale BMW, przecież z przodu widać to ewidentnie… Otóż nie:) Więc co to jest? Zapraszam do dalszej części…
Nie ma co trzymać w niepewności. To nie bawarski van. Ta (niby) beemka wyjechała z taśm Hondy, jako model Odyssey. Ktoś zapewne nie miał innego sensownego zastosowania dla miliona godzin spędzonych w garażu, lub kilku dużych worków pieniędzy, więc skośnookie narzędzie odwożące rano dzieciaki do szkoły, zamienił w totalnie wypasionego vana, którego miejsce jest na równych asfaltach miasta w godzinach zdecydowanie wieczornych. Nie oszukujmy się. Samochód genialnie nadaje się do lansu i spokojnego cruisingu z paczką znajomych na pokładzie. Ale z tą glebą, negatywem i aluminiowymi dwudziestkami, totalnie idiotycznym pomysłem byłoby wybrać się tym cackiem na wakacje, lub piknik na odludziu.
Przednie światła pochodzą z BMW e92. Felgi to model WORK Gnosis GS1. Opony? Zdecydowanie niskoprofilowe!;) Hamulce? Tak szczerze, to kogo to obchodzi? Ważne, że pomalowano je na pomarańczowo i mają duże tarcze! W środku skóra. Dużo skóry. Wszędzie skóra! Moc? Prędkość maksymalna? Przecież i tak każdy toczył by się tym o godzinie 23 przez miasto z prędkością 40 km/h. Wystarczy więc, że się toczy jako tako i ładnie mruczy pod tylnym zderzakiem…;]
Tekst: Michał Kwapis
Foto: JONSIBAL













